Archiwa tagów 'NetworkManager'

Zmiany, zmiany, zmiany…

Route d'automne - Droga do jesieni, tapeta

Nadszedł listopad. Złota, polska jesień przeradza się w paskudną, wynarodowioną (bo nikt się do niej nie przyznaje) chlapę/pluchę, jak kto woli. Mokro, zimno, nieprzyjemnie.

W czasie deszczu, gdy dzieci się nudzą… Mogą poeksperymentować :] . Kontynuuj czytanie ‘Zmiany, zmiany, zmiany…’

Problemy znikają w okamgnieniu

Wspomniałem ostatnio o moich problemach z openSUSE. Kilka dni zajęło mi odnalezienie przyczyny moich problemów. Zgłoszenie ich jako błędów w bugzilli okazało się w 50% strzałem w dziesiątkę ;) .

Brak terminali wirtualnych

Problem, o który podejrzewałem ConsoleKit, jak się okazało, wynikał z błędnego pliku usługi Javy Suna. Usługa zamiast uruchomić się i zwolnić terminal, blokowała go, przez co kolejne usługi podczas rozruchu nie były uruchamiane. Jak się okazało, było jeszcze ciekawiej. Komentarz LSB był wadliwy, przez co było niemożliwe wyłączenie usługi z rozruchu. Musiałem usunąć Javę.

Niestartujący NetworkManager

Każdorazowo po instalacji wyłączam usługi. Oczywiście nie robię tego na pałę, tylko czytam opisy. Stwierdziłem, że network-remotefs mnie nie dotyczy, bo nie montuję zasobów SMB ani NFS ani tym podobnych. Jak się okazało, dopiero po jakimś czasie zlikwidowano ten problem, zmieniając opis usługi. W 11.2 będzie już więc od razu po instalacji wiadomo, że network-remotefs == NetworkManager. W 11.1 dopiero po aktualizacji.

Trzeszczenie PulseAudio

Zniknęło… Samoistnie. Jest to jeden z tych elementów dystrybucji Linuksa, który zawsze płatał mi figle. Teraz tylko czasem słychać zacięcia, nie trzaski, jak skacze zużycie CPU.

Wywrotki X przy logowaniu

Sterowniki nVidii wydają się być stabilne już dłuższy czas, a ja na nie zrzuciłem winę. Problem leżał w ~/.bashrc. Jakakolwiek próba zmiany XAUTHORITY to głupota. Lepiej dokleić xhost +local:root, by aplikacje roota spod sudo ładnie startowały (do /etc/sudoers trzeba tylko do env_keep dopisać DISPLAY i XAUTHORITY).

Wygląda na to, że nabrałem znowu troszkę doświadczenia i rozwiązałem swoje problemy. Mogę więc wrócić do niezwracania uwagi na system :) .

Pogniewamy się…

Ten wpis nie ma na celu wywołania nienawiści. Jest opisem doświadczeń po aktualizacji openSUSE z 11.0 do 11.1.

openSUSE 11.0 sobie chwaliłem. Były mniejsze problemy z nVidią, ale to dotyczy każdej dystrybucji. Gdy tylko wydano 11.1, nie omieszkałem zaktualizować susełka. Problemy tylko zacząły się mnożyć :/ .

  • nowy GDM sam zmienia domyślną sesję (po zainstalowaniu KDE4 nie pojawiło się żadne okienko z pytaniem, czy ma być to domyślna sesja, a taką właśnie się stała);
  • PulseAudio >= 0.9.10 niemiłosiernie trzeszczy gdy jednocześnie gra muzyka/odtwarzany jest film i włączone są dźwięki kliknięć przycisków itd. Niezależnie od konfiguracji modułu jądra mojej karty dźwiękowej czy sposobu miksowania, ilości czy długości “fragmentów” w PulseAudio;
  • losowe problemy z usługami – pomimo iż włączone w 3 i 5 poziomie uruchamiania, przykładowo network a czasami nawet lirc i xdm (usługa włączająca menedżer logowania, dla GNOME – GDM) nie startują bez powodu, niejedna osoba włącznie ze mną oglądała różne logi i w nich nic nie ma, ba, nawet kazano mi skonfigurować połączenie sieciowe w panelu YaST, choć przy pierwszym uruchomieniu NetworkManager normalnie się odpalił (!);
  • terminale wirtualne (nie daję głowę, że zwie się je wirtualnymi) tty2 do tty6 nie są uruchamiane, choć powinny a przy pierwszym uruchomieniu działały;
  • próba używania Compiza może się zakończyć tragicznie, jeżeli włączy się repozytorium X11:Compiz zamiast X11:XGL – nigdzie w poradnikach nawet nie jest odnotowane, by używać wciąż X11:XGL ze względu na stabilność i brak problemów z uruchamianiem, a w panelu YaST oczywiście nie ma do wyboru X11:XGL, tylko X11:Compiz;
  • podczas uruchamiania sesji użytkownika, X-y wywracają się, choć przy poprzednich dziesiątkach uruchomień tego nie robiły;
  • sterowniki nVidii nieskonfigurowane w xorg.conf oraz niezmodyfikowany /usr/bin/compiz-manager (uruchamia się domyślnie bez --loose-binding albo --indirect-rendering) powodują same problemy: biały kolor zamiast cieni i wywrotki X-ów podczas startu sesji użytkownika.

Najgorsze nie jest to, że te problemy powodują wywrotki sesji, czy niemiłe doświadczenia podczas użytkowania. Najgorsze jest to, że jeśli zgłosi się z prośbą o pomoc, otrzyma się uwagę, że rzekomo coś się zepsuło, choć z 11.0 postępowało się tak samo, a ostateczna rada brzmi “przeinstaluj”. Nie będę już nawet wypominał, że wszystko to dzieję się nawet po reinstalacji… Aż wstyd przyznać, że do tego doszło, bym reinstalował Linuksa, ale skoro terminale tty2-tty6 nie były uruchomione, a usługa xdm nawet nie była wywoływana podczas uruchamiania, nie było innego wyboru. Nawet tryb failsafe zdał się na nic.

Nie wiem, co ja teraz zrobię. Nie chcę zgadywać przy każdym uruchomieniu jaki problem napotkam. Ja chcę tylko wygodnie używać komputera nie wkurzając się na ciągłę zwisy czy zżeranie moich zasobów przez systemowe bzdety. W swojej karierze miałem już do czynienia z Fedorą i Ubuntu i z tych dwóch lepiej pod względem normalnego użytkowania wypada Ubuntu.

Nie lubię zmieniać dystrybucji w której rozwój częściowo już jestem zaangażowany, ale chyba znów będę zmuszony to zrobić.

Dobrze czasem mieć jakiś problem i go rozwiązać ale nie nonstop i to co rano…

Lada chwila i ja zacznę pisać głupoty jak mister “niewierzący w Linuksa na biurkach, bo i Red Hat w to nie wierzy”.

Wiem, że niejedna osoba powie mi teraz “Get a Mac”. Moja odpowiedź brzmi “chętnie go przyjmę w prezencie” i nie będzie mnie obchodziło do kto o producencie czy o użytkownikach myśli. Będę miał ww. problemy z głowy.

Przykro mi, że muszę nowy rok zaczynać, niechcący idąc z prądem narzekania na Linuksa, bo naprawdę go lubię i nie chcę się go pozbywać, ale natłok problemów pomalutku mnie przytłacza. Szczególnie wtedy, kiedy nie mam czasu rozwiązywać problemów…

openSUSE 11.1

Pozwoliłem sobie potrzymać moich drogich czytelników i subskrybentów planety SUSE oraz/lub agregatora LinuxRSS.pl, w niepewności :P .

GNOME - ekran powitalny SUSEGNOME

Niektórzy z Was pewnie nie spodziewali się, że jeszcze napiszę o tym wydaniu openSUSE, zważając, że południe minęło już dawno :] .

Ale do rzeczy, pozwolę sobie napisać, co ważnego i mniej ważnego się zmieniło, nie owijając w bawełnę. Kontynuuj czytanie ‘openSUSE 11.1′